Bruksela jak po bitwie. Pokojowy protest przerodził się w zamieszki

7 godzin temu

Pokojowa demonstracja przeciwko polityce oszczędnościowej belgijskiego rządu przerodziła się w gwałtowne zamieszki w centrum Brukseli. W ruch poszły fajerwerki, płonęły śmietniki, hulajnogi i rowery elektryczne. Policja użyła gazu łzawiącego oraz armatek wodnych. - Momentami wyglądało to gorzej niż to, co ostatnio pokazywałem we Francji - relacjonował reporter Polsat News Andrzej Wyrwiński.

PAP/EPA/OLIVIER HOSLET
W Brukseli doszło do zamieszek

Przed południem ulicami Brukseli przemaszerowały tłumy przeciwników polityki oszczędnościowej rządu oraz rosnących kosztów życia. Demonstranci ubrani byli głównie w czerwone i zielone stroje, nawiązujące do kolorów największych belgijskich central związkowych.

Według stołecznej policji w manifestacji uczestniczyło około 30 tys. osób. Reporter Polsat News relacjonujący wydarzenia z Brukseli mówił jednak o choćby 50 tys. uczestników pochodu.

- Wszystko zaczęło się od bardzo pokojowej demonstracji zorganizowanej przez belgijskie związki zawodowe. Kilkadziesiąt tysięcy, choćby 50 tys. osób pojawiło się na pochodzie, ale dość gwałtownie do demonstrujących dołączyli młodzi ludzie, często zasłaniający twarze - mówił Andrzej Wyrwiński.

Zamieszki w Brukseli. "Łatwo można było dostać w głowę"

Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, gdy na ulicach pojawiły się grupy zamaskowanych demonstrantów. Odpalano fajerwerki, podpalano śmietniki, a także stosy utworzone z miejskich hulajnóg i rowerów elektrycznych.

- Możemy mówić o kilkudziesięciu tysiącach osób, które dzisiaj walczyły tak naprawdę z policją, nazwijmy to rzecz po imieniu - relacjonował reporter Polsat News. Jak mówił, funkcjonariusze wielokrotnie używali armatek wodnych oraz gazu łzawiącego.

ZOBACZ: "Chciał, żeby go przytulić". Dyrektor szkoły o ataku 15-latka pod Wyszkowem

- Było naprawdę niebezpiecznie. Łatwo można było dostać w głowę. Policja w dość ostry sposób próbowała rozpędzić tych, którzy ją atakowali - opowiadał Wyrwiński.


Reporter widział także liczne zatrzymania. - Niektóre z tych osób miały po 14-15 lat - mówił. Według jego relacji młodzi ludzie rozbiegali się po kolejnych częściach miasta, a do starć dochodziło w wielu miejscach jednocześnie.

- Problem polega na tym, iż to nie jest zorganizowany protest. Ci ludzie rozbiegli się po całym mieście i co chwilę w różnych częściach Brukseli dochodzi do starć - relacjonował. Na razie belgijskie służby nie podały oficjalnej liczby zatrzymanych ani rannych.

Płonące hulajnogi i zamknięty dworzec. "Krajobraz po bitwie"

Do poważnych starć doszło między innymi w rejonie Dworca Centralnego w Brukseli. Policja zdecydowała o zamknięciu wszystkich wejść do obiektu. Zakłócone zostało także funkcjonowanie części komunikacji miejskiej.

- W wielu miejscach w mieście widać unoszący się dym, płoną śmietniki. Tu można zobaczyć barykadę zrobioną ze zniszczonych rowerów elektrycznych i hulajnóg - relacjonował Wyrwiński.

ZOBACZ: Tusk informuje ws. ataków na szkoły. "Nie ma miejsca na żaden kompromis"


Jak dodał, zniszczenia widoczne były w reprezentacyjnej części belgijskiej stolicy, w pobliżu popularnych wśród turystów galerii i niedaleko brukselskiego rynku. - To wszystko teraz wygląda jak krajobraz po bitwie - mówił.


Według reportera sytuacja w piątkowe popołudnie zaczęła się stopniowo uspokajać. - Na szczęście w tym momencie nie słychać już tak wielu eksplozji jak godzinę czy półtorej godziny temu. Wtedy w tym miejscu było szaro od gazu łzawiącego - relacjonował.

Protesty w Belgii nie ustają. "To może zadziałać jak zapalnik"

Napięcie może jednak utrzymać się przez kolejne dni. We wtorek ma rozpocząć się jesienna sesja belgijskiego parlamentu. Rząd ma wówczas przedstawić projekt poważnych cięć budżetowych. Zmiany mają dotyczyć między innymi wydatków socjalnych oraz przepisów prawa pracy.

Belgijskie związki zawodowe zapowiedziały już kolejną demonstrację na poniedziałek. Tym razem szczególnie aktywne mają być związki reprezentujące sektor oświaty.

- To może zadziałać jak zapalnik na młodych ludzi, którzy od kilku dni, kopiując to, co dzieje się we Francji, prowadzą tak naprawdę wojnę ze służbami porządkowymi - ocenił reporter Polsat News.

ZOBACZ: Płoną szkoły, uczniowie walczą z policją. Francja pogrążona w chaosie


W Belgii protesty młodzieży realizowane są już od kilku dni. Wcześniej do zamieszek dochodziło między innymi w Liege.

Podobna fala demonstracji trwa we Francji, gdzie licealiści domagają się poprawy warunków nauczania. Także tam początkowo pokojowe protesty wielokrotnie przeradzały się w starcia z policją. Według francuskiego resortu sprawiedliwości od początku protestów zatrzymano 6877 osób, z których 86 proc. stanowią niepełnoletni.

Idź do oryginalnego materiału