Od soboty cały świat obiegają dramatyczne obrazy z Francji: starcia z policją, tłum rabujący sklepy, zamaskowani młodzi ludzie szturmujący ratusz w Marsylii, płonące
biuro turystyki w Lyonie i zabytkowy ratusz w Limoges. Obrazy te ze szczególnym entuzjazmem dystrybuuje w sieciach społecznościowych zachodnia prawica i skrajna prawica, przedstawiając je jako dowód, iż "Francji już nie ma", kraj pogrąża się w
wojnie domowej spowodowanej przez "multi-kulti" i "masową migrację". Prawda jest jednak o wiele bardziej skomplikowana – pisze dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.