Skrzydła nad Czyśćcem: Modlitwa Niewinnych

tymbark.in 1 godzina temu

Zasnuły się niebiosa, chmur ołowiem ciemnym,
Listopad znowu idzie, po padole ziemskim.
I pyta człowiek cicho, patrząc w gwiazd głębinę:
Czemu to, co tak piękne, musi w mroku zginąć?
Jak dym z płonącej świecy, jak mgła nad rzekami,
Mija ziemska potęga pomiędzy wiekami.

Krucha jest nitka życia, niczym pajęczyna,
Gdy wybije godzina, wieczność się zaczyna.
Marmury i granity, królewskie korony,
Wszystko obróci się w proch, w pył zapomniany, szary.
Zostaje tylko dusza, naga i trwożliwa,
Co przed sędziego tronem prawdę swą odkrywa.

A tam, gdzie ogień cichy, rany z grzechu leczy,
Gdzie czas już nie odmierza ,śmiertelnych kłopotów,
Czeka dusza w czyśćcu, w tęsknocie i skrusze,
By zmyć ziemskie zmazy, uratować duszę.
To nie miejsce zatraty, ale bolesnej drogi,
Gdy miłość pragnie wejść ,w niebieskie progi.

Świętość to cel daleki, jasny blask z wysoka,
Do którego rwie się czysta, ludzka oka.
To powrót do porządku, gdzie nie ma już cienia,
Gdzie łza każda zamienia, się w pieśń uwielbienia.

I staje pośród cieni, postać rozżalona,
Przez ogień oczyszczenia cicho nawiedzona.
To dusza, co za życia w blasku i chwale stała,
Lecz o tym, co najświętsze, w pędzie zapomniała.
Dziś nie ma już purpury, nie ma złotej szaty,
Została tylko tęsknota, za rajem utraconym przed laty.

Wyciąga drżące dłonie przez mgłę i płomienie,
Błagając tych na ziemi o jedno wspomnienie.
„O żywi!” – szepcze cicho, a głos jej jak liść suchy,
Co wiatrem listopadowym targa leśne głuchy.
„Wy, co jeszcze kroczycie po zielonym świecie,
Wy nie wiecie, jak kruchym -życiem dziś żyjecie.

Jedna mała modlitwa, jedno ciche westchnienie,
Może skrócić mój czyściec, przynieść mi zbawienie.
Znicz, co na moim grobie wasza ręka stawia,
Dla mnie jest tylko znakiem, co ból mój odnawia,
Lecz odpust i pacierz szczery, z miłości zrodzony,
To klucz, co otwiera niebios wieczne domy.”

Patrzy dusza na ziemię, przez tęsknoty kraty,
Gdzie żywi wciąż liczą ,swe ziemskie dukaty.

I stał się cud przedziwny w tę zaduszną noc,
Gdy ziemskie i niebieskie moce łączą moc.
Oto nad duszą, co w czyśćcowym ogniu trwała,
Jasność nagle promienna, wielka się rozlała.
Zstąpił Anioł Stróż jasny, w szacie z gwiazd utkanej,
By przynieść wieść radosną ,duszy zatroskanej.

„Otrzyj łzy, biedna duszo, nie płacz w tym płomieniu” –
Rzekł posłaniec niebios, w cichym przytuleniu.
„Pan usłyszał twe skargi, zliczył twe tęsknoty,
I posłał na ziemię miłosierdzia sploty.
Spójrz na ten cmentarz stary, tam przy twoim grobie,
Ktoś, o kim zapomniałaś, dziś pamięta o tobie.”

Dusza spojrzała w dół, przez chmur gęste zasłony,
Gdzie klęczało dziecko, małe, wiatr targał w jej strony.
To była sierota skromna, w potarganej odzieży,
Co przy zgasłym zniczu ,w prostą miłość wierzy.
Złożyła małe rączki, wzniosła wzrok ku niebu,
Bez wielkich słów, bez dumy, bez świata pogrzebu.

„Boże dobry” – szepnęło, dziecko w nocnej ciszy,
„Niech ten, kto tu leży, Twoją miłość usłyszy.
Oddaję moje serce, moje małe troski,
By ta biedna dusza mogła wejść w dom boski.”
Słowa te, choć ciche, jak dzwon potężny brzmiały,
I całe niebiosa w zachwycie zadrżały.

Anioł ujął dłoń duszy, ogień nagle zgasnął,
A nad nimi świt jasny, wieczny, święty błysnął.
Modlitwa dziecka, czysta i niczym niezmięta,
Przełamała czyśćcowe, ciężkie doli pęta.

Brama niebios otwarta, wprost w słońca promienie,
Wchodzi dusza zbawiona, gubiąc czyśćca cienie.
Chóry anielskie grają, na harfach ze złota,
Skończyła się na wieki, bolesna tęsknota.
Święci Pańscy witają, nowego przybysza,
Gdzie nie ma już płaczu, a lęk ucisza cisza.
Sam Stwórca na nią patrzy, wzrokiem pełnym chwały,
Gdyż ziemskie przewinienia, w miłości stopniały.

Lecz tam, na ciemnej ziemi, gdzie mgła cmentarz kryje,
Małe, samotne dziecko w nędzy dalej żyje.
Ono nie wie, iż pacierz, co z serca wypłynął,
Aż przed tronem Najwyższego ,w wielkim świetle błysnął.
Wstaje z kolan sierota, zmarznięta i blada,
Lecz w jej duszy od teraz, dziwny spokój włada.
Bo choć świat je porzucił ,w swej pysznej pogardzie,
Niebiosa o tym dziecku, pamiętają twardziej.

Gdy wracało do domu, przez lasu gęstwinę,
Anioł rozwinął skrzydła, nad jego drożynę.
I ta dusza zbawiona, w świętości już czysta,
Została jego stróżem, na ziemskie igrzyska.
Niewidzialna opieka, tarcza przed zakusy,
Będzie chronić dziecko ,przez życiowe kłusy.
Tak złączyła się świętość, z ziemskim ubóstwem,
W kręgu życia i śmierci, przed Bożym Królestwem.

Podłopień, Łukasz Jamróz

Idź do oryginalnego materiału