- W mieszkaniu w Konstantynowie, które wynajmowaliśmy od pięciu lat wybuchł nagle pożar, który miał miejsce 7 września tego roku. Straciliśmy wszystkie meble, ubrania, naczynia, talerze, garnki, dwa laptopy i telewizor. Lodówkę czy pralkę da się jeszcze wyczyścić. Pożar zaczął się w innych pomieszczeniach, ale wszystko, co znajdowało się w mieszkaniu, zostało nim dotknięte - mówi Aneta, mama trójki dzieci, której spalił się dobytek życia. Córka zadzwoniła do straży pożarnejJak twierdzi, w momencie wybuchu pożaru jej, ani jej partnera nie było w domu. Potwierdza to straż pożarna, która w meldunku z tego zdarzenia podaje, iż w lokalu przebywała jedynie 17-letnia córka pani Anety.
- Byliśmy wtedy z partnerem na wsi, gdzie mamy przepisany przez brata budynek gospodarczy, który remontujemy. Rano byłam przy zbiorze śliwek, gdzie dorywczo pracuję, a mój partner był na działce, na której znajduje się budynek gospodarczy, gdzie mamy zamieszkać - tłumaczy mieszkanka
Konstantynowa.Tego dnia skończyła pracę o godz. 14.00 i przyjechała do partnera, do budynku gospodarczego, żeby pomóc przy remoncie. - Kiedy pracują wszystkie narzędzia, trudno usłyszeć telefon. Gdy Mariusz przestał pracować szlifierką kątową, zadzwoniła sąsiadka z informacją, iż u nas się pali. W tym samym czasie zadzwoniła do mnie również moja córka Alicja. Wtedy gwałtownie pojechaliśmy na miejsce - relacjonuje pani Aneta.W mieszkaniu była wtedy jej 17-letnia córka Alicja. Była chora. Kiedy wstała, ponieważ zaczęła wymiotować, w mieszkaniu było już czarno od dymu. Otworzyła drzwi i zaczęła szukać młodszego brata, który jak się okazało był na zewnątrz i bawił się z rówieśnikami. - Z tego, co wiem od sąsiada, wyprowadził on Alicję z mieszkania. To ona wezwała straż pożarną. Nie wiem natomiast, kto wezwał do niej pogotowie - przyznaje.- Mieliśmy ubezpieczenie związane ze spółdzielnią, ale całe odszkodowanie otrzyma właściciel mieszkania. My nie mieliśmy osobnego ubezpieczenia - wyjaś
nia.Obecnie rodzina mieszka w lokalu zastępczym udostępnionym przez gminę w Konstantynowie, w pobliżu urzędu gminy. - Początkowo mogliśmy tam przebywać do 30 września, ale gmina przedłużyła nam ten termin do 9 października. Tego dnia musimy opuścić lokal -
komunikuje.Zbiórka na remont nowego lokumProwadzona zbiórka ma pomóc rodzinie przede wszystkim w wykończeniu budynku, który został im przepisany w lipcu. - Najbardziej zależy nam na tym, żeby jak najszybciej zakończyć prace i móc się tam wprowadzić. Musimy zrobić kotłownię, wylewkę i ściany. Tyle, ile możemy, wykonujemy sami, ale przy części prac potrzebujemy pomocy. Musimy wykończyć łazienkę, położyć płytki i zamontować przynajmniej brodzik. Mój partner rozprowadził już instalację elektryczną oraz wodę do grzejników. W dwóch pomieszczeniach, które mają być pokojami, mamy już płyty gipsowe. Naszego pokoju jeszcze nie zaczęliśmy zrobić, ponieważ nie mamy na to czasu - wyznaje pani
Aneta.Cel zbiórki został ustalony na 20 tys. zł. - Zbiórka jednak stoi, ponieważ pojawiły się oskarżenia, iż to ja albo mój partner podpaliliśmy mieszkanie, mimo iż w momencie wybuchu pożaru w ogóle nie było nas w domu. Wiemy, iż nic złego nie zrobiliśmy - zaznacza pani
Aneta.Kobieta ma troje dzieci. Najstarsza córka Patrycja mieszka w Białej Podlaskiej. Z panią Anetą mieszkają 17-letnia Alicja oraz 10-letni Franciszek. - Syn ma autyzm i padaczkę. Leczymy go w Lublinie. Na 14 września mieliśmy zaplanowaną kontrolę u neurologa, ponieważ trzeba zmienić mu leki na padaczkę. Nie pojechaliśmy na tę wizytę i przełożyliśmy ją na 29 września - mówi poszkodowana w poż
arze.Po pożarze, pogorzelcy sami musieli zająć się również usunięciem zniszczonych rzeczy. Nie dostali kontenera, żeby je wywieźć. - Musieliśmy najpierw przewieźć wszystko tutaj, na wieś, a później ze wsi do Komarna. Musieliśmy z tym odczekać około tygodnia. W tej sytuacji jesteśmy zdani przede wszystkim sami na siebie, a jest nas tylko dwoje, dlatego nie jesteśmy w stanie przyspieszyć wszystkich prac. Prosiłam w Urzędzie Gminy Konstantynów oraz kierownik GOPS-u, żeby pozwolono nam zostać w lokalu zastępczym przynajmniej do czasu, kiedy będziemy mogli w jakiś sposób zamieszkać w remontowanym budynku. Musimy go jeszcze ocieplić i wykonać kolejne niezbędne prace, a na wszystko potrzebne są pieniądze - tłumaczy mieszkanka
Konstantynowa.Jak informuje mł. kpt. Marek Waszczuk, oficer prasowy PSP w Białej Podlaskiej, po przybyciu na miejsce zdarzenia, strażacy zastali wielorodzinny budynek mieszkalny, z którego wydobywał się dym. Po przeprowadzeniu rozpoznania stwierdzili, iż w jednym z mieszkań na trzecim piętrze pali się wyposażenie pomieszczenia, w tym meblościanka.- W momencie przyjazdu zastępów straży pożarnej osoba zgłaszająca zdarzenie, będąca jednocześnie użytkowniczką mieszkania, w którym wybuchł pożar, znajdowała się już poza budynkiem. Nasze działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, odłączeniu zasilania elektrycznego budynku oraz wprowadzeniu roty strażaków z jednym prądem gaśniczym do mieszkania w celu ugaszenia pożaru i przeszukania pomieszczeń. Po ugaszeniu ognia i przeszukaniu mieszkania nie znaleźliśmy innych osób poszkodowanych - przekazuje mł. kpt. Marek
Waszczuk.Przed przybyciem zespołu ratownictwa medycznego udzielili pierwszej pomocy poszkodowanej - 17-letniej córce pani Anety. - Po udzieleniu pomocy przez ratowników medycznych pozostała na miejscu pod opieką przybyłych opiekunów, będących jednocześnie użytkownikami mieszkania. Następnie przeprowadziliśmy częściowe prace rozbiórkowe i wynieśliśmy spaloną meblościankę wraz z jej wyposażeniem. Budynek został przewietrzony i oddymiony, a następnie sprawdzony dzięki miernika wielogazowego oraz kamery termowizyjnej. Wykluczyliśmy dalsze zagrożenie. Podczas prowadzonych działań mieszkańcy bloku znajdowali się poza strefą działań ratowniczych, w bezpiecznym miejscu - przekazuje mł. kpt. Marek Waszczuk. Dodaje, iż prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Prokurator rejonowy Prokuratury Rejonowej w Białej Podlaskiej, Michał Roman, wskazuje, iż generalnie w przypadku zaistnienia pożaru, o ile zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, konieczność zweryfikowania przyczyn pożaru oraz ustalenia, czy doszło do niego na skutek działania określonych osób, wszczynane jest postępowanie. - Chodzi o sprawdzenie, czy zdarzenie wyczerpuje znamiona czynu zabronionego. W tej sprawie postępowanie aktualnie toczy się w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie - przekazuje prok. Michał
Roman.Na potrzeby pogorzelców z Konstantynowa prowadzona jest zbiórka na stronie
zrzutka.pl pod hasłem: Na wsparcie przyjaciół po pożarze, założona przez Wiesława Skrzypkowskiego. Id zbiórki: awwrnf.